15 lutego, 2008 | Kategoria: Aktualności, Wiadomości
Spread jest standardem w przypadku kredytów mieszkaniowych w walutach obcych. Banki podwyższają faktyczny koszt pożyczki, stosując inny kurs przy wypłacie kredytu, a inny (wyższy) przy jego spłacie – wyjaśnia Gazeta Wyborcza.
Tego typu praktykę można zrozumieć w przypadku kantorów walutowych, dla których różnica między jednym a drugim kursem jest jedynym źródłem zysku. Tymczasem banki, nie dość, że zarabiają przecież na odsetkach, stosują niekorzystne przeliczenia kursowe. Im większa różnica między kursem wypłaty kredytu a kursem jego spłaty (tzw. spread), tym gorzej dla klienta. Co ciekawe, w bankach te widełki kursowe bywają trzy razy szersze niż w kantorach.
Najniższy spread – wynoszący niecałe 8,6 grosza – oferuje swoim klientom Nordea. Najwięcej, bo aż 16 groszy na każdym franku szwajcarskim, pobierze w tej formie od klienta Dom Bank – wymienia dziennik. Wyraźnie widać, że za sprawą spreadu rata kredytu na kwotę 400 tys. zł wzrasta o prawie 100 zł. Złą informacją dla klientów jest również fakt, że banki po cichu podnoszą spread. O ile w maju 2007 r. jego wartość w poszczególnych bankach wahała się w przedziale od 7 do 14 groszy, to obecnie jest to już 8–16 groszy.
Banki pozostają głuche na apele o zlikwidowanie tego bardzo niekorzystnego dla klientów instrumentu i rozliczanie się po kursach NBP. Nie dają także możliwości obejścia go poprzez spłatę kredytu w oryginalnej walucie. Za sprawą tego kosztu w wielu wpadkach kredytów we frankach szwajcarskich nie opłaca się refinansować.
Autor: Gazeta Wyborcza
Data dodania: 2008-02-15
Kategorie: Aktualności, Wiadomości
Tagi: kredyty mieszkaniowe, kredyty walutowe, mieszkaniowy, rata kredytu