Rozpoczyna się sezon na mieszkania dla studentów. W prasie i na portalach internetowych pojawiają się kolejne ogłoszenia nieruchomości, zachęcające do wynajmu “po atrakcyjnej cenie”. Na rynku grasują jednak oszuści wynajmujący mieszkania, których nie są właścicielami. Jak nie paść ich ofiarą?
Trzypokojowe mieszkanie w centrum Warszawy, świeżo po remoncie, dla pary lub trójki studentów. Cena 1000 zł plus opłaty licznikowe.
Duże mieszkanie w centrum stolicy za 1000 zł miesięcznie bez płacenia dodatkowego czynszu do spółdzielni? Choć oferta jest nader atrakcyjna, powinniśmy mieć się na baczności.
Działalność oszustów na rynku nieruchomości ma swoją długą tradycję. Najpopularniejszym sposobem ich postępowania jest wynajęcie od kogoś lokalu na krótki okres, po czym oferowanie go jako swojej własności naiwnym klientom.
Przedłożenie fałszywego dowodu osobistości nie jest dla nich trudnością. Akt własności również może być podrobiony, tym bardziej, że niewielu z najemców sprawdza jego oryginalność lub wie, jak on wygląda.
Podpisanie fikcyjnej umowy wiąże się najczęściej z wpłaceniem zaliczki o równowartości czynszu. Czasem “wynajmujący” oczekuje dodatkowo pierwszego czynszu “z góry”. Otrzymuje pieniądze i… znika.
Jak ustrzec się przed przestępcą?
Po pierwsze sprawdzaj ogłoszenia. Jeżeli „zwykły” ogłoszeniodawca (nie agencja nieruchomości) oferuje kilka mieszkań, powinna zapalić Ci się czerwona lampka. Brak zdjęć mieszkania może oznaczać, że oszust boi się identyfikacji.
Po drugie poprośmy wynajmującego o przedłożenie dwóch dokumentów tożsamości. Aby uniknąć tłumaczeń, że prawo jazdy zostawił w domu, poprośmy go o przygotowanie się już podczas wstępnej rozmowy telefonicznej.
Akt własności, księga wieczysta czy zaświadczenie ze spółdzielni poświadczy nam, kto jest właścicielem mieszkania. Przed spotkaniem warto zaznajomić się ze wzorami takich dokumentów. Warto również pamiętać, że księgę wieczystą możemy sprawdzić już przez internet, na stronach Ministerstwa Sprawiedliwości – wystarczy wpisać jej numer, który poda nam wynajmujący.
Jeżeli dane osoby oferującej nam mieszkanie nie pokrywają się z tym, co zawiera akt notarialny czy księga, poprośmy o upoważnienie (potwierdzone notarialnie) uprawniające do działania w imieniu właściciela.
Nie podpisujmy niczego, a tym bardziej nie dawajmy pieniędzy przed wglądem w dokumenty! Oszust może zapewnić nas, że przyniesie akt własności następnym razem – nie dajmy się zwieść.
Zakup telefonu-startera nie jest dużym wydatkiem, szczególnie jeśli w planach jest wyłudzenie sporej gotówki. Kiedy przestępca wyłudzi pieniądze, nie będziemy mieć z nim żadnego kontaktu.
Często wynajmujący dają od razu klucze do mieszkania po podpisaniu umowy. Sprawdźmy czy pasują do zamków. Zdarzały się sytuację, że szczęśliwy najemca przybył na drugi dzień do lokalu, do którego klucze w ogóle nie pasowały.
Zadawajmy dużo pytań – obserwujmy reakcję wynajmującego. Nie trzeba być psychologiem czy śledczym CSI, aby poznać, kiedy ktoś zmyśla.
Poprośmy o kontakt do poprzedniego lokatora. Wynajmujący często tłumaczą „atrakcyjność oferty” tym, że poprzedni lokator w związku z np. zmianą stanu cywilnego, nagle się wyprowadził, choć był bardzo zadowolony z wynajmu. Skontaktujmy się z nim.
Czy warto korzystać z pośrednika?
Warto, jeśli będą to uczciwe, profesjonalne i uprawnione agencje nieruchomości. Ich działanie opiera się nie tylko na zyskaniu prowizji: przygotowują oferty bardzo starannie, weryfikują osobę podającą się za właściciela, sprawdzają dokumenty potwierdzające tożsamość i prawo własności, sporządzają umowę najmu i co istotne – towarzyszą nam przy oględzinach i podpisaniu umowy.
Owszem, prowizja dla agencji to dodatkowy wydatek, na który nie zawsze mamy ochotę. Pamiętajmy jednak, że da nam to poczucie bezpieczeństwa, a ponadto zapłacimy go dopiero po znalezieniu mieszkania!
Warto wybrać agencję z polecenia – od znajomych czy rodziny. Jeżeli nie mają doświadczenia, sprawdźmy koniecznie czy pośrednik czy ma licencję i czy jest ubezpieczony od odpowiedzialności cywilnej.
Na rynku ogłaszają się pseudo pośrednicy, wyłudzający pieniądze „za adres” lub “za oglądanie mieszkania”. Ich ogłoszenia nieruchomości są tylko lakonicznym wpisem z kontaktem do ich (istniejącego lub nie) biura.
Takie pseudo-agencje działają na dwa sposoby, albo są nierzetelnymi pośrednikami, albo wręcz oszustami współpracującymi z fałszywymi najemcami.
W pierwszym przypadku są to zarejestrowane legalnie firmy, które „wyłapują” oferty z internetu, nie weryfikując ani ich treści, ani tym bardziej właściciela. Mają z nim kontakt tylko telefoniczny – umawiają nam spotkanie, nie wiedząc, czy wysyłają nas do złodzieja czy uczciwego właściciela mieszkania.
Takim „agencjom” płaci się z góry, podpisujemy z nimi umowę, w której nie ma wzmianki o tym, że agencja zapewnia nam znalezienie lokum. Płacimy praktycznie za jednorazową niezweryfikowaną ofertę. Pamiętajmy, do rozliczenia między pośrednikiem a zamawiającym dochodzi w przypadku pomyślnego skojarzenia stron transakcji. Nie płaćmy za nic „z góry”!
Prowizja dla pseudo-agencji jest zwykle niższa niż dla fachowego biura pośrednictwa, i wynosi zazwyczaj ok. 200 zł. Dlaczego? Bo do kwoty 250 zł oszustwo to wykroczenie. Powyżej – to już przestępstwo.

Szukasz mieszkania? Uważaj na oszustów