Wybór wariantu korzystniejszego dla klienta zależy od kilku spraw –
celu, w jakim kupuje on mieszkanie (pod wynajem czy na własne
potrzeby), budżetu, którym dysponuje, tego, jakie prace potrafi on
wykonać sam lub z pomocą rodziny czy znajomych, a także jakim czasem
dysponuje – zarówno na zakupy i doglądanie ekipy wykończeniowej, jak
również ostatecznym terminem kiedy musi się przeprowadzić. Dlatego
warto się dobrze zastanowić nad tymi kwestiami, zanim podejmie się
decyzję.
Zazwyczaj przyjmuje się kwotę 300 – 500 zł za
wykończenie m2 metra kwadratowego w systemie gospodarczym, około 800 -
1000 zł na wykończenie z pomocą wynajętej ekipy i 1000 -1200 zł za m2 u
dewelopera. Czy tak jest rzeczywiście?
Opcja I – wykończenie przez dewelopera
Zaletami wykończenia mieszkania przez dewelopera lub współpracującą z
nim firmę są niewątpliwie wygoda i oszczędność czasu (nie jeździmy od
sklepu do sklepu, nie spędzamy wielu godzin przed komputerem w
poszukiwaniu ładniejszych i tańszych elementów wykończenia, nie tracimy
czasu na budowie w oczekiwaniu na kolejnych kurierów – z wyposażeniem
łazienki, drzwiami, kuchnią itp.). Mamy też gwarancję na wykonaną
usługę i w razie ewentualnych usterek nie ma problemu z ich usunięciem.
Kolejnym atutem takiego rozwiązania jest 7% VAT i możliwość
sfinansowania kredytem zarówno mieszkania, jak i wykończenia. Często
też możemy skorzystać z pomocy architekta, za co w innym wypadku
musielibyśmy dodatkowo zapłacić.
Minusem może okazać się
niewystarczająca gama produktów do wyboru oraz mniej indywidualny
wystrój naszego mieszkania. Przy małym wyborze może się okazać, że
sąsiedzi mają taką samą kuchnię, a czasy, kiedy we wszystkich
mieszkaniach było identycznie, źle nam się kojarzą.
A ceny? Te kształtują się różnie, w zależności od wybranej opcji, ale nawet na najtańsze z nich nie każdego będzie stać.
Opcja II – system gospodarczy, czyli szansa na wykończenie za 300-500 zł/m2
System gospodarczy kusi niską ceną, choć czasami może się to okazać pozorem. Wszak czas i benzyna też kosztują.
Wady
tego sposobu to czasochłonność – wymagająca dużo zaangażowania w
poszukiwania i łapanie okazji – tu tańsza glazura, tam wanna, jeszcze
gdzie indziej panele. No chyba, że pół roku przed odbiorem mieszkania
zaczynamy kupowanie kolejnych potrzebnych rzeczy i magazynujemy je w
oczekiwaniu na odbiór kluczy. Jeśli sami nie jesteśmy „złotą rączką”,
będziemy zależni od dostępności czasowej taty, wujka czy kolegi.
Dodatkowo może się zdarzyć, że znający się na różnych pracach
wykończeniowo-remontowych zajmują się nimi okazjonalnie i wykonanie
tych prac zajmuje im więcej czasu niż dobrze zorganizowanej i biegłej w
swym rzemiośle ekipie. Musimy również pamiętać, że prace wykończeniowe
powinny przebiegać w pewnej kolejności, więc jeżeli np. chcemy
przesunąć kontakty, a elektryk nie ma czasu, wówczas musimy poczekać –
nie będziemy przecież kłaść gładzi i malować, żeby potem jeszcze pruć
ściany.
Opcja III – wykończenie z pomocą wynajętej ekipy
Ta opcja jest z pewnością droższa od systemu gospodarczego, ale na
pewno tańsza od propozycji dewelopera. Istnieje jednak ryzyko, że nawet
jeśli zrobiliśmy wstępną przymiarkę kosztów, w praktyce nie będzie
łatwo trzymać się założenia, że np. glazurę nie kupimy maksymalnie za
40 zł/m2, bo właśnie spodobała nam się droższa – za 60 zł/m2. Mało kto
zrezygnuje z ładniejszego produktu, mając świadomość, że urządza
wreszcie własne mieszkanie, w którym, z racji chociażby kredytu, będzie
mieszkał dłużej niż 5 lat.
Również w przypadku wykończenia
musimy mieć świadomość potrzebnego na to czasu. Raczej nie zdarza się,
że wszystko kupimy w jednym miejscu, nie unikniemy więc wędrówki po
sklepach. Dodatkowo kupowane przez nas rzeczy mogą okazać się
niedostępne w danym momencie i będziemy musieli czekać na realizację
zamówienia (w przypadku drzwi jest to średnio 6 tygodni). Samo więc
zgromadzenie potrzebnych produktów może zająć sporo czasu. Dobrze w tej
sytuacji porozmawiać wcześniej z ekipą wykończeniową – ustalić
harmonogram prac i tak dostosować do niego harmonogram zakupów, żeby
zminimalizować straty czasu.
Kolejna sprawa to znalezienie
wykonawcy. Kłopot z fachowcami, którzy wyemigrowali na wyspy nie jest
już tak dotkliwy, odkąd spadła cena funta i część z nich wróciła do
kraju. Problemem jest natomiast pewność co do poziomu świadczonych
usług – cena nie zawsze gwarantuje wysoką jakość wykonania. Najlepiej
brać wykonawców poleconych przez znajomych, u których możemy ocenić
jakość wykonanych robót. Dobrze jest spisać umowę albo poprosić o
wycenę na piśmie, żeby uniknąć nieporozumień i prób zmiany cen w
trakcie prac wykończeniowych.
Na koniec trzeba dodać, że należy też mieć rezerwę w wysokości 10-20% planowanego budżetu na wypadek nieprzewidzianych wydatków.
Możliwe różnice kosztów w poszczególnych wariantów wykończenia
Zdając sobie sprawę z zalet i wad wszystkich opcji, spójrzmy jeszcze
dokładniej na ich aspekt finansowy – porównajmy wykończenie niedużego
mieszkania w podobnym do oferowanego przez dewelopera
zakresie robót – 45 m2 bez konieczności przestawiania ścian (dwa pokoje
– 16 i 12 m2, kuchnia 6 m2, łazienka 4,5 m2, przedpokój 6,5 m2).
Łazienka
– terakota, glazura, ceramika, armatura, wanna; kuchnia – terakota, pas
glazury w części roboczej; przedpokój – terakota; pokoje – panele;
ponadto drzwi i ościeżnice oraz malowanie ścian.
Taniej samemu
Z naszych obliczeń wynika, że nawet najtańsza oferta
dewelopera jest droższa od samodzielnego wykończenia mieszkania. Podane
wyżej koszty to nie wszystkie, z którymi musimy się liczyć (nie ma tu
np. zabudowy kuchni) a ich wybór został podyktowany możliwością
porównania z zakresem usług oferowanych przez deweloperów.